Geoblog.pl    keyla    Podróże    Sajens przekracza granice...czyli do Szkocji z międzylądowaniem na Marsie :D    Indiana Jones – The Temple of Mud
Zwiń mapę
2009
24
cze

Indiana Jones – The Temple of Mud

 
Wielka Brytania
Wielka Brytania, Saint Andrews
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 16613 km
 
A więc dziś TEN dzień!
Wraz z uroczą kobietką zwaną Melanie i szkotem z krwi i kości Irvinem, zwanym w skrócie Irv, wyruszyliśmy na wyprawę. Cel – zebranie prób (głównie Melanie, ja miałam się rozejrzeć sytuacyjnie) z części północnej równi pływowej estuarium zwanego romantycznie Eden Esturay...
Dla tych co nie wiedzą:
Równia pływowa – obszar brzegu który jest okresowo zalewany przypływem i odsłaniany przy odpływie, a ponieważ najczęściej jest to dość duży obszar, to żeby mógł być konkretnie zalany lub odkryty musi być dość płaski czyli równy. Dlatego nazywa się jak się nazywa. Najczęściej pokryty jest mazistym, wręcz oleistym błotem
Estuarium – obszar w którym rzeka i morze się mieszają, tworząc swoisty ekosystem wód ani nie słodkich ani nie słonych, raz takich raz takich, czasem jakichś pomiędzy…często estuarium jest pustynią bo mało organizmów jest w stanie wytrzymać tak duże wahania zasolenia. Nic ich tak nie dobija i nie wybija jak właśnie zmienność tego czynnika.

I właśnie to jest to czym się tu zajmuję: patrzę jak i czy ilość i jakość organizmów, głównie tych mikro (czyli mniejszych od 1mm) oraz meio (czyli od 1mm do 5mm) zmienia się przy zmiennym zasoleniu. Ot nauka :) oprócz tego organizmy mogą być jeszcze makro (czyli większe od 5mm), a te zbiera zawzięcie Mel, więc ja biorę o ile jest czas duplikaty...
Udaje mi się zebrać próbki błota z dwóch stacji, a w międzyczasie Irv i Mel odeszli spory kawał zbierać dalsze błoto dla siebie. Po 10 minutach wygrzebywania się z wyjątkowo paskudnej mazi udało się przemieścić kawałek. Tamci daleko, co tu robić? Ponieważ mam do zebrania błoto znad samej rzeki ruszam dziarsko do wody. Przedzieram się przez grzęzawisko i oto jestem. Rozkładam się z salinometrem i innymi zabawkami i wtedy zauważam... przypływ idzie... miejsce które jeszcze przed chwilą miało stać się moją stacją pomiarową jest już pod wodą...hmmm... przesuwam się ze wszytskim kilkanaście metrów wyżej i zaczynam zabawę. Pomiar temperatury, zasolenia, zbieram szybko rdzenie na makrofaunę i widzę, że woda na prawdę czasu nie traci... pospiesznie pakuję błoto do woreczków i niestety, nie wystarcza czasu na meiofaune...nie mam wyjścia, muszę zarządzić odwrót...szybko sprzątam swoje zabawki do plecaka, nie patrząc na brud i wodę i biorę nogi za pas... kilkadziesiąt metrów przeszłam spokojnie i odetchnęłam z ulgą...woda została za mną... kolejne kilka kroków i zamarłam. Dosłownie i w przenośni. Zapadłam się po kolana w brei. O piekło i szatani! żeby zrobić kolejny krok potrzebuję pół minuty. Bardzo długie pół minuty... przypominam sobie, że tu faktycznie jest taki jeden wyjątkowo grząski obszar, ale żeby dojść spowrotem muszę nim przejść. Mozolnie stawiam kolejny krok. Znów po kolana...odrwacam głowę i widzę, że cholerna woda jest znacznie bliżej niż minutę temu. Kolejny wywalczony krok, oddech zaczyna przyspieszać... idę jak w jakimś koszmarze sennym, jak w smole... Cholera jasna, zachciało mi się nauki...na cholernej równi pływowej w durnej Szkocji...jakbym nie mogła się czymś ciekawszym zajmować... piekło i szatani...przesżłam zaledwie 10 metrów w czasie gdy woda przesunęła się o kolejne 20-30... CO za durna śmierć by to była... nic złego nie spotkało mnie w Afganistanie, a tu zemrę haniebnie w tej cholernej, ugrzecznionej Szkotlandii, gdzie nawet policjanci przepraszają, że muszą ci zwrócić uwagę...na durnej róni pływowej tego rozlazłego kraju!
zaczynam mamrotać pod nosem, coraz głośniej i głośniej... No ruszże się, kobieto! To wstyd tak tu zostać! Do tych muszli, na których już się da iść zostało kilka metrów!... a woda jest też kilka metrów ... za mną... zaczynam miotać się lekko i mam ochotę pieprznąć te próbki i wszystko i na czworaka się wygrzebać na te cholerne omółki... i wracać do domu i mieć w dupie cała tą naukę...
co za wstyd...
cała umazana błotem, zlana potem i zdenerwowana jak diabli dobrzebuję się do omułkowej wyspy niemal równo z wodą. Teraz przyspieszam solidnie i znów zaczynam oddalać się od podstępnej fali przypływu...
Docieram do Irva i Mel... mówię, że przypływ nadchodzi i że przeraziłam się na śmierć... nie biorą mnie poważnie, choć troszkę starają się zagęścić ruchy...
zaczynamy wracać. Irv zbiera wszystkie próbki, rozkładamy je równo według sił i z kilkunastoma kilogramami błota (oni pewnie mają wiecej) grzęzniemy spowrotem. Zapadam się w tą breję dużo głębiej niż poprzednio, ale już nie ma takiego dramatu jak chwilę temu. A pozatym jestem z nimi, więc umierać w towarzystwie zawsze lżej :)
przedzieramy się w kierunku miejsca, gdzie przekroczyliśmy rzekę. Jeseśmy za późno - nurt zrobił się za wysoki i za wartki. Utknęliśmy po północnej stronie rzeki, a nasze auta są oczywiście po południowej... za naszymi plecami niedostępne tereny bazy wojskowej. Irv z cięzkim plecakiem i wózkiem z kolejnymi próbami siłuje się z błotem, a my z Mel wleczemy się za nim, pilnując aby z wózka nie spadły żadne pakunki...
Zaczyna mnie bawić trochę ta sytuacja... Niby ot - Szkocja, ot - równia pływowa a miasto tuż tuż, ale dociera do mnie, że wcale nie jest to takie ot...
Irv i Melanie dzwonią po ratunek... za trzecim razem udaje się ustalić, gdzie musimy dotrzeć - do Papierowego Młyna. Na jednym cypełku zostawiamy część sprzętu i postanawiamy wrócić po niego później. teraz najważniejsze to wynieść siebie stąd, zanim zaleje nas przypływ. Woda podczołguje się niepostrzeżenie coraz bliżej. tylko z plecakami idziemy w stronę młyna. Umęczeni i lekko podenerwowani wdrapujemy się na kamienne osypisko. Udaje nam się odejść od wody. Przedzieramy się przez pokrzywy i osty (cholerny symbol Szkocji...wybujały i kłujący w twarz...), potykamy... ale w końcu wychodzimy na otwartą przestrzeń...ufff... docieramy do miejsca, gdzie mamy czekać i osuwamy się na trawę. Irv spokojnym, śłimaczym wręcz tempem otwiera swój plecak, wyciąga termos i dwie silikonowe filiżanki, buteleczkę z mlekiem i woreczek z kruchymi maślanymi ciasteczkami... "Coffie?..." pyta z rozbrajającym spokojem flegmatyka... umieram... tym razem ze śmiechu...

Wypakowujemy plecaki i okazuje się, że Mel i ja wracamy po resztę rzeczy. No dobra...
wracamy tą samą drogą, ale to co jeszcze chwilę temu było błotem, teraz jest wodą po kolana... o świetnie! po 20 minutach docieramy do pozostawionych rzeczy. Zabieramy w sumie tylko próby. Widzę, że wody wciąż przybywa. Wracamy do Irva. Tym razem wody mam już po pas, a dół plecaka radośnie namaka...
brnę, potykając się o niewidoczne pod wodą kamienie i ślizgając się na morszczynach...
jest faaajnie :) Nauka, sajens tak zwany... wdrapujemy się na kamieniste odsypisko znacznie wsześniej i szybciej, bo przypływ odciął nam juz dalszą drogę. Irv czeka niepewny czy podjął słuszną decyzję wysyłając nas po resztę prób. Wdrapujemy się mozolnie, na czworaka do niego. Potem znów zarośla pokrzyw i ostu, krzaków i pajęczyn... Irv zrobił z jakiegoś kija prowizoryczną maczetę i toruje nam drogę...
W końcu udaje nam się dotrzeć do termosu i ciasteczek... Mel wyciąga jeszcze po kawałku ciasta bananowego... chyba nie zrozumiem Brytoli :D Ani Szkotów :D

W cieple i zaciszu swojego pokoju w instytucie rozmyślam nad kubkiem herbaty...
Króliki radośnie świecą białymi zadami przeżuwając soczystą koniczynę...




 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (5)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
vicealigator
vicealigator - 2009-06-30 16:12
W UK plywy to nie zarty - dlatego naprawde trzeba uwazac !!!
U mnie, w Kanale Bristolskim, sa drugie najwyzsze na swiecie - roznica poziomow moze przekroczyc 14 metrow !
 
keyla
keyla - 2009-06-30 19:04
noo... myslalam ze idac z ludzmi ktorzy tu mieszkaja i pracuja na tej rowni... ze zaplanowali wszystko nalezycie...
ale grunt ze sie wszytsko dobrze skonczylo...
a jutro znow ide w to samo miejsce zebrac tym razem wszystkie moje probki...:)
pozdrawiam!
 
 
keyla
Kasia Huzarska
zwiedziła 18% świata (36 państw)
Zasoby: 518 wpisów518 426 komentarzy426 3557 zdjęć3557 6 plików multimedialnych6
 
Moje podróżewięcej
23.06.2017 - 01.07.2017
 
 
03.08.2015 - 14.08.2015