Geoblog.pl    keyla    Podróże    Sajens przekracza granice...czyli do Szkocji z międzylądowaniem na Marsie :D    Proszę Państwa oto MIŚ ... czyli opary mi chyba zaszkodziły...
Zwiń mapę
2009
10
lip

Proszę Państwa oto MIŚ ... czyli opary mi chyba zaszkodziły...

 
Wielka Brytania
Wielka Brytania, Saint Andrews
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 16637 km
 
Analizy w laboratorium zakończone definitywnie! ha!
ciekawe tylko jak wyniki wygladaja? mam nadzieję że coś ciekawego się tam znalazło...
teraz już tyylko porząkuję i sprzątam po sobie... mam też do przełożenia do właściwych pojemników które dotarły kilka dni temu, prawie połowę próbek w formalinie... o - to nie będzie fajne...
sukcesywnie ogarniam kawałek za kawałkiem przestrzeni którą zdązżyłam zaanektować dla siebie i ze zgrozą odkrywam, że jest tego całkiem sporo... w sumie to nie ma labu, w kótrym bym czegoś nie zostawiła albo przestawiła :) jak wirus :)

dość wczesnym popołudniem, po przelaniu części próbek dochodzę do wniosku, że jeśli jutrowyjeżdżam z samego rana to muszę jeszcze dziś pójść na spacer, póki jest jasno i pięknie... choć wierzę święcie że tak mało mam do zrobienia że i tak skończę wcześnie. Nie ryzykuję jednak bo nigdy nie wiadomo.
Pierwszy zaduch formalinowy tym bardziej utwierdza mnie w przekonaniuo słuszności postanowienia spacerowego...
zdejmuję fartuch i wychodzę...

spaceruję wybrzeżem w stronę zamku (jego ruin), czyli w tą część miasta, w której jeszcze mnie nie było... jest pięknie: ciepło, słonecznie, lekka bryza od oceanu... niespiesznie, pierwszy raz od dawna po prostu idę przed siebie...
dziś odebrałam moje plastikowe skrzynie na próbki i jeszcze czeka mnie zapewne kilka podejść do spakowania sensownie tego tam wszystkiego.
Zamek wspaniały...na wysuniętym głębiej w morze cyplu, o którego stopy uparcie i głośno rozbijają się fale... raz za razem, niezmiennie od tysięcy lat...
cieszę się że się wyrwałam!
po drodze kupuję jeszcze nieśmiertelne pamiątki dla mojej rodziny: magnes na lodówkę dla mamy i czekoladę produkowaną TU dla brata... bez tego nie mam co wracać do domku:)

Miasteczko zachwyca mnie także i tymi zaułkami... nie ma co ukrywać - St Andrews po prostu jest piękne...
wracam jednak nieubłaganie do podpiwniczeń laboratoriów. Orientuję się, że muszę pojechać do domu i spotkać się z Billem bo inaczej zostanę na lodzie z transportem na autobus... a że już i tak zabawa była ze zorganizowaniem wysłania próbek do domu i że koniec końców ja wiozę je do Londynu i stamtąd transportem dotrą do Polski... to muszę samochodem dotrzeć na dworzec - skrzynka będzie ważyć niemal 30 kg... troszkę to już jest. Dyrdam więc rowerkiem, ustalam wszystko z Billem, który jest zachwycony faktem zobaczenia mnie w jego domu w którym de facto od tygodnia mieszkam niemal jak duch...
wracam do labu...
i tak jak gdzieś w otchłaniach podświadomości się obawiałam - utykam tu znów do późna... fakt, że tym razem z powodów lekko pokopanych...
ale po kolei: najpierw przelewałam próbki... frmalina zaczęła dawać się we znaki pierwszymi bólami głowy - zrobiłam więc sobie przerwę i sprzątałam odczynniki, dokumentowałam fotograficznie otoczenie... znów trochę popracowałam z formaliną i znów sprzątanie... pod wyciągiem ustawiłam kolby ze zlewkami do utylizacji...miały takie piękne barwy... chabrową i bursztynową...w pewnym momencie odkryłam, że woda morska wlana do chabrowych odpadków po oznaczaniu białek, daje takie malownicze, piękne chmurki...
zaczęłam więc kombinacje sub-alpejskie z ustawianiem flaszek tak, aby tło było odpowiednie, aby ładnie się przenikały, zaczęłam znosić różne lampy aby odpowiednio oświetlić te kolby z odpadkami... ustawiałam się z aparatem z różnymi gadżetami i ...
oj, źle ze mną :)
dodaję po kropelce tej cudownej słonej wody i robię ujęcia...

w pewnym momencie chmura zamknięta w szklanym świecie kolby przybiera postać... konretną i dla mnie rpozpoznawalną... staje się głową misia...nie wiem jak mam to zinterpretować i zastanawiam się wręcz czy nie jest to nadmiar oparów we krwi ale ewidentnie w mojej kolbie zamieszkał MIŚ... cudownie!

jednak z czasem przechodzi on metamorfozę w inną formę bytu a ja odkrywam, że piękne chmury i zawirowania mogą powstawać gdy dodać oklejnego koloru... co mam pod ręką?... hmmm... rozejrzyjmy sie... SOK! mam sok z czarnej porzeczki :)
no to jechana!

zabawa oraz fotografia dokumentacyjno-pamiątkowa zajmują mnie do reszty ... na kilka godzin...
tuż przez 3 rano orientuję się, że powinnam od dawna być w domu juz spakowana i śniąca pięknie, żeby w autobusie móc funkcjonować przez te 12 godzin... szlag!
a ja się bawię w najlepsze!
wróciłam na piechotę do domu - czywiście było już raczej jasno... leniwie spakowałam się walcząc z pokonującym mnie z lekka przeświadczeniem ze lepiej mieć wszystko w dupie i po prostu położyć się spać... bo łóźko tak przyciąga i tak obiecująco szemrze kołysanki...
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (29)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (3)
DODAJ KOMENTARZ
BPE
BPE - 2009-07-20 10:57
Kobieto - sądząc po zdjęciach przepracowałaś się !!!
 
kiclaw
kiclaw - 2009-07-22 13:08
Pamiętaj chemiku młody... ;)
 
keyla
keyla - 2009-07-23 00:50
ta... ale miś wyszedł klasa :)
ech żebym ja chociaż chemikiem była... :)
 
 
keyla
Kasia Huzarska
zwiedziła 18% świata (36 państw)
Zasoby: 518 wpisów518 426 komentarzy426 3557 zdjęć3557 6 plików multimedialnych6
 
Moje podróżewięcej
23.06.2017 - 01.07.2017
 
 
03.08.2015 - 14.08.2015